Styl Życia Warsztaty i szkolenia

Zmieniaj ewolucyjnie, nie rewolucyjnie!

Zmiana tak. Zawsze. Ale nie chaotyczna, nieprzemyślanym zrywem. Zmiana to proces , to ewolucja. Lepsza jest metoda mniejszych kroków niż radykalnych skoków. Zazwyczaj tylko ta metoda jest skuteczna na dłuższą metę.

O tym dlaczego zmieniać ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie w książce „Kobiety Rakiety. My z pokolenia X.”rozmawiałam z moją fantastyczną przyjaciółką,  Joanną Godecką, – terapeutką i life coachem.  Uwielbiam tą rozmowę.  

„ Warto pamiętać, że nasze życie toczy się na wielu planach. Dla nas najbardziej oczywistym planem jest „tu i teraz”, czyli buduję swoją karierę, bezpieczeństwo materialne, rodzinę. Tymczasem niezbędnym elementem rozwoju jest zmiana. Nie rodzimy się po to, żeby zarządzać codziennością. Wierzę, że nasze życie ma szerszy wymiar i że rozwój, tak naprawdę, to jest nadrzędna sprawa, a my go realizujemy przez podejmowanie różnych wyzwań. Mając kilkanaście lat, dopiero się uczymy, wchodzimy w dorosłość, następnie wybieramy zawód, i tak między dwudziestym piątym a czterdziestym rokiem życia stwarzamy sobie pewną rzeczywistość. Ale niekoniecznie musi to oznaczać, że zrealizowaliśmy wszystkie swoje potrzeby. 

Są osoby, które się nie rozwodzą, nie zmieniają zawodu, nie rzucają dotychczasowego życia. Ewoluują w ramach rzeczywistości, którą wybrały. I to są w większości ludzie spójni wewnętrznie. Są zadowoleni z tego, co mają, nie nudzą się swoją codziennością, rozwijają ją, urozmaicają. Jeśli natomiast w pewnym momencie ogarnia nas pustka, czujemy deficyt, uczucie, że na tym początku. czegoś nie osiągnęliśmy, nie zrealizowaliśmy, to rzeczywiście zazwyczaj właśnie w tym czasie słyszymy w głowie dzwonek: „Jeszcze mnie stać na jakiś zryw!”. Bo umówmy się, że radykalna zmiana jest właśnie zrywem.

Przede wszystkim to spory stres. Zostawiamy to, co znamy i ruszamy na podbój świata. Czasami to są chybione pomysły, jak ten pod tytułem: „Rzucam wszystko i wyjeżdżam w Bieszczady”. Wyobrażasz sobie, jak będzie romantycznie, cudownie, jak sobie będziesz tam żyła idyllicznie, w zgodzie z naturą. Tymczasem okazuje się, że śniegu napadało po dach, z domu wyjść nie można, wokół jest ciemno, zimno, sklepu nie ma, niczego nie ma… 

J.M.: Zasięgu nie ma!

J.G.: Gdzie ja jestem?!? Tak, w środku niczego. I to są nieprzemyślane decyzje. Fakt, że potrzeba się pojawia, to jest, moim zdaniem, dobre. Bo jeśli czegoś dotąd nie zdobyłaś, spróbuj teraz to zdobyć! Odważ się tego spróbować. Tylko że nie warto postępować desperacko. Lepiej swoją zmianę zaplanować, a nawet przeprowadzić próbę: pojechać w te Bieszczady na miesiąc, pomieszkać, zobaczyć… i to może nie w radosnym lipcu, tylko w mrocznym listopadzie i sprawdzić, czy będzie tak fajnie.

J.M.: I jak daleko jest do najbliższej Zary, bo jednak się przyzwyczaiłyśmy, że w grudniu ruszamy na wyprzedaże.

J.G.: Dokładnie tak.

J.M.: My już na tym etapie życia mamy bardzo dużo wyrobionych nawyków i przyzwyczajeń, a nawet prozaicznych dziwactw typu: poranna kawa tylko w kubku z liskiem, a zielona herbata wyłącznie w wysokiej szklance, tej ze złotym szlaczkiem. Czasem nawet, wyobrażając sobie tę zmianę, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele to pociąga za sobą konsekwencji, a im człowiek jest starszy, tym trudniej mu wyjść z ciepełka strefy komfortu. To daje nam poczucie bezpieczeństwa…

J.G.: Poczucie kontroli.

J.M.: Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która zamierza się rozstać z wieloletnim partnerem. Usłyszałam od niej: „Wiesz, najpierw byłam pełna entuzjazmu, że nareszcie się uwolnię i dopiero rozwinę skrzydła, zasługuję przecież w końcu na kogoś lepszego, codziennie sobie to powtarzam. Ale gdy tak usiądę i zaczynam myśleć o codzienności… Na przykład o tym, że budzik dzwoni o szóstej rano, a to on zawsze wychodził z psem i szedł do sklepu. Nawet nigdy nie pytałam, w którym są te dobre bułki; nie wiem, gdzie jest zsyp w naszym bloku, bo w życiu jeszcze nie wyrzucałam sama śmieci. Gdy tak o tym wszystkim myślę… A ty wiesz, gdzie on może trzymać opony zimowe? I gdzie to się wymienia, tak w ogóle?”.

J.G.: Wszystkie schematy, które nam dają poczucie bezpieczeństwa i kontroli, jednocześnie nas usypiają. Jest właśnie tak, jak mówisz: „Nie wiem, gdzie jest zsyp, to mąż zawsze wynosi śmieci”. Ten schemat jest dla nas groźny, bo jeżeli znajdziemy się nagle w sytuacji bez wyjścia i musimy rzeczywistość szybko ogarnąć, to się okazuje, że o wielu rzeczach nie mamy zielonego pojęcia.

Jeszcze gorszy jest schemat w samej relacji. W życiu ważne jest przeży- wanie. Emocje! Natomiast jeżeli wszystko robimy rutynowo, to jedziemy na automatycznym pilocie. Stąd w pewnym momencie pojawia się znudzenie, stagnacja, poczucie, że mam dosyć. Bo moje życie jest wypełnione jałowymi czynnościami. Jeśli człowiek czuje, że rutyna nim zawładnęła, to zamiast wysadzania wszystkiego w powietrze (łącznie ze swoim świętym spokojem) warto zmienić tryb życia w sposób konstruktywny, funkcjonalny.

J.M.: Czyli jednak lepsza jest metoda mniejszych kroków niż radykalnych skoków.

J.G: Zwykle lepiej się sprawdza (…)

Write a comment