Styl Życia

Pogodzone z czasem

Ponury listopad ustąpił właśnie miejsca grudniowi, ale wcale nie zrobiło się mniej melancholijnie. Wszechobecna szarość plus świadomość, że oto rozpoczął się ostatni miesiąc kolejnego roku ma prawo skłaniać do refleksji na temat przemijania. Wiek nie gra roli? Jesteśmy pogodzone z upływającym czasem? Czy na pewno?

Kubek ciepłej herbaty i refleksyjny rozdział książki “Kobiety Rakiety. My z pokolenia X.”. Zwłaszcza w taki wieczór ( bo umówmy się, dziś rozpoczął się już o 16-tej ), polecam!

“(…) w ogólnej świadomości młodość jest dobra i pożądana, a starość napawa lękiem i jest zła. Czy jest możliwe odczarowanie tych definicji? Czy zmiany, które obserwujemy w mediach, to początek dyskusji i trwałych w skutkach przeobrażeń społecznych, czy tylko niezbędny chwyt marketingowy, żeby trafić do szerszego grona konsumentów, bo nie jest tajemnicą, że społeczeństwo się starzeje. Jednak ten proces przebiega inaczej niż u poprzednich pokoleń. Możemy śmiało spekulować, że jako sześćdziesięcioparolatki będziemy nadal żyć aktywnie, nie tracąc ciekawości świata. Będziemy pracować, rozwijać się, interesować się modą, dbać o siebie z nie mniejszą intensywnością niż teraz, podróżować i wrzucać zdjęcia z tych podróży na Instagram (a raczej na nowe aplikacje, które go zastąpią).

W idealnym świecie każdy moment życia powinien być traktowany z równą atencją i przeżywany z taką samą intensywnością, bo właściwie dlaczego nie? To media przez lata wynosiły na piedestał okres młodości, deprecjonując poprzez pomijanie dojrzałość i starość, teraz najwyższy czas naprawić ten błąd i powrócić do stanu równowagi. Spragnione autentyczności nie zamierzamy już aspirować do wyimaginowanych obrazków, którymi jeszcze całkiem niedawno byłyśmy karmione w prasie, w telewizji, w reklamach. Nie będziemy młodsze, chociaż możemy opóźnić niektóre skutki procesu starzenia. To już wiemy.

Nasze ograniczenia i bariery są wyłącznie w głowie, choć przez długie obcowanie ze stereotypami mamy teraz kawałek roboty do wykonania. Tradycyjne media zaczynają być naszymi sprzymierzeńcami, ale social media już niekoniecznie. Choć czujemy się tu jak ryby w wodzie, to jest to jednak w ogromnej większości świat młodych i bardzo młodych ludzi. Funkcjonują w nim paralelnie do realnej rzeczywistości, a my tylko na dłuższą, lub krótszą chwilę wpadamy. Nawet podczas tych wycieczek znowu łatwo jest dać się złapać w pułapkę, bo przekaz obrazkowy podświadomie koduje nam w głowie gładki wizerunek bez rys, bez wad, pozbawiony oznak zmęczenia i codziennych frustracji. Na pierwszy rzut oka: real life kogoś, kto jest trochę dalej albo tuż obok. Co zazwyczaj czujesz po kilku minutach scrollowania strumienia zdjęć swojej głównej strony? Czujesz się lepiej? Podnosi ci się poziom pewności siebie? Czy może pojawia się lekkie ukłucie w sercu? Wiesz, że nie wszystko jest prawdą, że sporo tu manipulacji, ale mimowolnie się porównujesz i zazwyczaj twoja rzeczywistość wypada jakoś gorzej?(…)

Z Martą Drożdż, redaktorką naczelną magazynu „Elle”, rozmawiam o tym, jak na postrzeganie dojrzałości wpływają środki masowego przekazu. W jaki sposób rynek prasy ewoluował i dojrzewał razem z nami? Dlaczego w branży mody młodość przestaje być wiodącą wartością? Jaki wiek ma ideał piękna i czy ten ideał w ogóle istnieje?

Justyna Moraczewska: Jak dziś w mediach postrzegane są kobiety po czterdziestce? I jak postrzeganie dojrzałości zmieniło się w ciągu ostatnich dwudziestu lat na świecie i w Polsce?

Marta Drożdż: Pamiętam taką historię, kiedy pod koniec lat 90. ubiegłego wieku jeden ze znanych koncernów kosmetycznych zdjął z reklam swoją gwiazdę, Isabellę Rossellini, która była jego twarzą od czternastu lat. Symbol tej marki. Po prostu przekroczyła magiczną czterdziestkę. To był szok, dużo o tym pisano przede wszystkim we Francji. Jak to możliwe, żeby podzięko- wać kobiecie, która niezmiennie wyglądała pięknie, wyłącznie z powodu jej wieku? Miała czterdzieści trzy lata, a kosmetyki, które wówczas reklamo- wała, były skierowane dokładnie do tej grupy wiekowej. Koncern zastąpił ją wtedy o dziesięć lat młodszą Juliette Binoche, a Rossellini usłyszała, że jest za stara dla luksusowej marki, której reklamy mają działać aspirująco. A teraz clou historii: w 2018 roku, po ponad dwudziestu latach ta sama marka ponownie zatrudniła sześćdziesięciotrzyletnią Isabellę Rossellini jako ambasadorkę swoich kosmetyków. To doskonale pokazuje, jak zmieniły się czasy. Przekaz ówczesnej reklamy? Jeśli będziesz mieć ten kosmetyk, to zawsze będziesz młoda, nie będziesz się starzeć. Ale w pewnym momencie maska spadła i wszyscy się zorientowali, że tak nie jest. To wbrew naturze. A dojrzałe kobiety nie utożsamiają się z dwudziestolatkami, bo po prostu same tak nie wyglądają.

Pamiętam też taki moment, kiedy nadużywanie Photoshopa przestało być modne. Zaczęło się głośno mówić o tym, że mamy prawo do zmarszczek, bo są naturalne, a dojrzałość też może być fajna, piękna i interesująca. Umówmy się, „dzisiejsze” starzenie się nie jest równoznaczne z archetypem siwej, przygarbionej babci. Nie oznacza wyłączenia z życia, rezygnacji z pracy, od- izolowania się od świata. Dojrzałość jest coraz częściej doceniana, bo okazuje się, że dalej możesz świetnie wyglądać, do tego lepiej znasz siebie i masz do samej siebie dużo większy dystans niż wtedy, kiedy miałaś dwadzieścia lat. Fakt, że w prasie zaczęły się pojawiać mniej wyretuszowane zdjęcia, miał ogromny wpływ na kobiety. To był pierwszy krok, a później poszło to jeszcze dalej. Marka Dove po raz pierwszy w kampanii pokazała kobiety Plus Size i to była rewolucja. Przyjęliśmy do wiadomości, że nobody is perfect, że kobiety różnią się typem urody, rozmiarem, wiekiem. Skończyły się też czasy wszechobecnej reklamy Wonderbra, której głównym przekazem było posiadanie powiększonych, podniesionych i wyidealizowanych piersi, przede wszystkim dla mężczyzn, a nie dla siebie. To wszystko szło równolegle ze zmianą światopoglądu kobiet, które same zaczęły na siebie zarabiać, usamodzielniły się. Ośmieliły się rozwodzić z facetami, których nie chciały mieć u swojego boku. Dziś są odważniejsze w swoich decyzjach, bardziej niż poprzednie pokolenie. Pojawiły się też magazyny ukierunkowane właśnie na kobiety czterdzieści plus. Pamiętam pierwszy numer magazynu „She” – z założenia przeznaczony dla grupy docelowej trzydzieści pięć plus, bo już wtedy zauważono ten trend. Do głosu dochodziło pokolenie kobiet, które za parę lat miało przekroczyć czterdziestkę. Kobiety świadome, wykształcone, niezależne finansowo, które potrzebowały nowego medium skierowanego na ich potrzeby.

J.M.: Czy w związku z tymi zmianami ideał piękna przestaje mieć metrykalny wiek?

M.D.: Jak najbardziej. Chociaż nie wiem, czy w ogóle istnieje coś takiego jak ideał piękna. Już dziesięć lat temu w mediach pojawiły się hasła: trzydziestka jest nową dwudziestką, czterdziestka nową trzydziestką. Dzięki medycynie żyjemy dłużej. Dzięki tej estetycznej – możemy wyglądać lepiej, z naciskiem na słowo „możemy”. Wiele życiowych dziś decyzji odkładamy na później, w konsekwencji później się też starzejemy. Automatycznie, jeśli zostajesz matką po trzydziestce, a nie jak kiedyś w wieku dwudziestu lat, to ta młodzieńcza, beztroska część twojego życia się wydłuża. W prasie na ogół nie piętnuje się już wieku kobiet, zarówno młode, jak i starsze są bohaterkami wywiadów i okładek. Te młodsze zaczynają robić coś fajnego, inspirują odwagą, nowym podejściem do życia. Starsze mają doświadczenie, interesujące historie. Są autorytetami, których dzisiaj tak bardzo brakuje i to nie tylko w mediach. Wiek nie jest żadnym ograniczeniem w dzisiejszych czasach, a na pewno nie dla kobiety. Popatrzmy na przepiękne, starsze kobiety, choćby Charlotte Rampling. Patrzysz na nią i marzysz, żeby wyglądać jak ona, gdy będziesz w jej wieku, czyli za jakieś trzydzieści lat. Nosi czerwoną szminkę, ma świetnie ułożone włosy, do tego znakomicie skrojony garnitur. Piękno nie jest kwestią wieku. Oczywiście jako dwudziestolatka masz fantastyczne, jędrne ciało, ale z drugiej strony tyle problemów z akceptacją samej siebie, że często tego nie doceniasz.

J.M.: Nie wiem jak ty, ale ja nie chciałabym mieć ponownie osiemnastu, dwudziestu lat. Okres nastoletni i ten wchodzenia w dorosłość to dla większości dziewczyn emocjonalne piekło. Studnia kompleksów, braku pewności siebie, nieustających rozterek…

M.D.: Myślę, że dopiero około czterdziestki przychodzi refleksja, że tego, co miałyśmy, nie doceniałyśmy wcześniej. „Rany, przecież miałam świetny biust, płaski brzucha, a wtedy byłam ciągle niezadowolona albo permanentnie na dietach”. Oczywiście to wszystko sprowadza się też do tego, na jakim etapie pewności siebie jesteś i ile tej pewności wyniosłaś z domu. Czy rodzice dali ci poczucie, że jesteś świetna i dasz sobie radę, czy później przez te wszystkie lata walczysz o to, żeby samą siebie zaakceptować. Moim zdaniem samoakceptacja daje ci siłę i sprawia, że czujesz się piękna. To widać w ruchach, spojrzeniu, postawie. Myślę, że dopiero około czterdziestki wiele kobiet zaczyna się sama doceniać. To etap, kiedy masz jeszcze wszystkie atuty w ręku, ale wiesz, że za chwilę ich już nie będziesz mieć, definitywnie przekroczysz granicę tej niby-młodości, więc właśnie tu i teraz jest najlepszy etap twojego życia. I w tym kryje się chyba ów ideał piękna – w poczuciu własnej wartości i uświadomieniu sobie, że nie musisz ślepo podporządkowywać się żadnym wymyślonym kanonom piękna. Piękno to naprawdę dużo więcej niż tylko brak zmarszczek.

J.M.: W świecie mody wyjątkowo widoczne stały się zmiany, jeżeli chodzi o podejście do wieku. Następuje ciekawy czas przewartościowania. Widać to w kampaniach i na wybiegach.

M.D.: A dlaczego? Ponieważ dostrzegliśmy, że młodość nie jest jedyną wartością. Dostrzegliśmy wartość w dojrzałości i życiowej mądrości. Po- wrót na wybiegi top modelek z lat 90. ubiegłego wieku, a nawet pojawienie się na nich dziarskich staruszek to jest właśnie manifest, że życie nie kończy się w momencie, kiedy jesteś metrykalnie młoda. Im jesteśmy starsze, tym większą mamy świadomość, w czym dobrze się czujemy, wyglądamy, co chcemy nosić. Mamy już własny styl, nie szukamy go, tak jak dwadzieścia lat wcześniej, kiedy eksperymentowałyśmy, nosząc absolutnie wszystko, od różowych koronek po niebieskie cienie na powiekach. W pewnym wieku sama czujesz, w czym dobrze wyglądasz i kiedy zasługujesz na komplementy. Wchodzisz do sklepu i naprawdę już wiesz, że wolisz sobie kupić jeden porządny sweter niż dziesięć modnych bluzek. (…)

J.M.: Co poczułaś, kiedy sama skończyłaś czterdziestkę?

M.D.: Pomyślałam: „Już nie mam czasu na to, czego nie lubię!”. Fajnie powiedziała o tym w jednym z wywiadów Meryl Streep, że przestała mieć czas dla niektórych ludzi. Nie dlatego, że przestała ich lubić, ale dlatego, że zaczęła bardziej szanować siebie samą. I ja mam podobne. Nie chce poświęcać czasu ludziom, którzy nie wnoszą nic do mojego życia. Czterdziestka to taki moment podsumowań, gdzie jesteś, i planów, co jeszcze chcesz zrobić w swoim życiu. To moment, kiedy przewartościowujesz wiele rzeczy i zaczynasz jeszcze lepiej wiedzieć, czego chcesz. Czasami trudno jest podjąć te decyzje i zmienić swoje życie, bo masz już jakoś wszystko w miarę poukładane. A zmiany wymagałyby od ciebie jakiejś rewolucji, która cię z drugiej strony pociąga i trochę jednocześnie przeraża. Dlatego czterdziestolatka jest trochę rozedrgana. Mimo że jesteś w jakimś stopniu usatysfakcjonowana tym, co osiągnęłaś, świadoma i pogodzona ze sobą, to masz też świadomość coraz szybciej upływającego czasu. To również moment, kiedy dopada cię twoja fizyczność. Dostrzegasz, że twoja twarz i twoje ciało zmieniają się. Patrzysz na swoje zdjęcia sprzed lat i widzisz te zmiany. Dalej jesteś młoda, ale to już nie to co nawet pięć lat temu. Czujesz, że nie zarwiesz już całej nocy na pracę, jak to robiłaś dziesięć lat temu. Wtedy nie było z tym problemu, a teraz po prostu chce ci się spać, jesteś zmęczona, nie masz siły – i to też cię zaczyna dobijać. Czujesz, że za kolejne pięć lat będziesz mieć jeszcze mniej siły niż dziś, że będziesz się zgadzać na wiele rzeczy z czystej wygody jako słabsza fizycznie, za słaba, żeby stanąć do walki. A jeśli nie jesteś mocna fizycznie, to nie udźwigniesz pewnych rzeczy psychicznie, wiesz o tym. To jest ciekawy, ale trudny moment w życiu. (…)”

Cała rozmowa z Martą Drożdż, oczywiście w książce!

Write a comment