Miejsca Uroda

Pazury znad Wisły

“Chodź na pazy!” zachęca napis od wejścia. I już wiadomo, w tym miejscu nie będzie napinki. Przychodzę w dresie, absolutnie na luzie i nikt od progu nie taksuje mnie wzrokiem pod kątem moich potencjalnych możliwości finansowych. Uff, jak tu jest dobrze i pięknie. A to dopiero początek…

Mam lekkiego bzika na punkcie paznokci. Jeśli miałabym wyjść w kompletnie niezrobionych, czułabym się chyba jak w piżamie (Kto zna ten senny koszmar z czasów szkolnych: jesteś w klasie, na lekcji i orientujesz się nagle, że masz na sobie nadal piżamę?). Kilkanaście lat temu dumnie nosiłam French Manicure w kształcie łopatek z solidną białą końcówką. O hybrydowych lakierach nikt nie miał jeszcze pojęcia, za to w salonach królowała odurzająca woń akrylu. Na szczęście pojawił się też utwardzany w lampach żel, któremu pozostałam wierna na lata, nie zważając na ewentualną dewastację płytki pod jego warstwami, za to zachwycona idealnym kształtem paznokci i trwałym efektem.

Mani na miarę naszych czasów

Trendy się zmieniają, a French w swojej pierwotnej odsłonie odszedł do lamusa, choć nie jest powiedziane, że nie powróci w wielkim stylu jak ortalionowe dresy z lat 80 -tych. Opcji manicure jest nieskończenie wiele, podobnie jak produktów do jego wykonania, a efekt końcowy zależy wyłącznie od sprawnych rąk i kreatywności manicurzystki. No właśnie- kreatywności! I tu czas powrócić do meritum, czyli do warszawskiego Salonu Wisła

Wiesz, że trafiłaś w dobre miejsce.
Trochę starego, trochę nowego. Od wejścia, czujesz się tu dobrze!

Bezpretensjonalny. To pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl kiedy chcę go opisać. Drugie określenie to piękny ( choć oczywiście piękno dla każdego może mieć inne oblicze), a trzecie to: jedyny w swoim rodzaju. Co ciekawe, od początku do końca stworzyła go dziewczyna, która sama nie jest manicurzystką, skończyła kulturoznawstwo i po studiach długo szukała swojej drogi w życiu. „Zawsze byłam chłopczycą, ubierałam się totalnie na luzie, ale uwielbiałam mieć pomalowane, zadbane paznokcie. Sama chętnie robiłam je też koleżankom”, wspomina Zuza Wiślicka. “Chciałam stworzyć miejsce, do którego może przyjść taka dziewczyna jak ja: w trampkach, w bluzie… i może się poczuć świetnie”. Ostatecznie otworzyła salon, w którym pojęcie Nail Art nabiera dosłownego znaczenia! Co je wyróżnia, oprócz klimatu? Oczywiście możesz tu przyjść i zrobić perfekcyjny klasyczny nude, lub czerwony mani bez zdobień, ale o unikatowym charakterze Salonu Wisła decydują autorskie, niepowtarzalne projekty inspirowane między innymi obrazami Matissa, Picassa, Mondriana, sztuką modernistyczną, grafiką , plakatem i street art’em.

Powiedziałam tylko, że kocham gwiazdki i niebieski kolor na paznokciach.

Dziewczyny potrafią wyczarować prawdziwe dzieła sztuki za pomocą cieniutkiego pędzelka i kilku sprytnych patentów. Co ważne, krótka, naturalna płytka paznokci nie jest dla nich wyzwaniem, wręcz przeciwnie, właśnie na niej wszystkie wzorki wyglądają naprawdę świetnie. Możesz oczywiście pokazać na zdjęciu manicure ze swoich marzeń, lub poprosić o podobny jak jeden z ich Instagrama, ale możesz też rzucić kilka haseł, podpowiadając co lubisz i czekać na zaskakujący efekt. Ja za każdym razem po niego wracam.

Write a comment