Styl Życia

My z pokolenia “X”

Był listopad 2018. Siedzieliśmy z Anną Gonerą i Krzysztofem Bąkiem w Costa. Siedzieliśmy oddychając pełną piersią, bez masek. Do późnych godzin, bo przecież było długo otwarte. Otwarte… Rozbieraliśmy na części pierwsze pokolenie X , pokolenie współczesnych czterdziestolatków- historycznie, pokolenie wygrane. Snuliśmy hipotetyczne scenariusze na przyszłość. Tego obecnego nie przewidzieliśmy. Jest tak kuriozalny, że nie bylibyśmy w stanie…

K.B.: Zastanawialiśmy się nad tym z Anią i wiesz, co? Doszliśmy do wniosku, że jeśli popatrzy się na ostatnie sto lat, to jest to najlepsze pokolenie w historii Polski!

A.G.: W sensie podłoża historycznego, ale to również pokolenie, które najlepiej wykorzystało swój moment i możliwości, jakie się przed nim pojawiły.

K.B.: Nie zostało dotknięte wielką historią w sposób negatywny – kiedy się rodziliśmy, wojna już na tyle się oddaliła, że nie funkcjonowała w świa- domości jako trauma. Polska była już odbudowana, a w naszym komuni- stycznym, autorytarnym systemie pojawiła się odwilż kulturowa. Nastały czasy Gierka, narodziła się „Solidarność”, Polacy odnosili sukcesy na arenie międzynarodowej (na przykład Orły Górskiego wygrały igrzyska olimpijskie i zajęły trzecie miejsce na mundialu), wtedy też Karol Wojtyła został papie- żem, a Wałęsa dostał Nobla.

A.G.: Gdy porównaliśmy Polaków i Amerykanów z pokolenia X, to w Polsce działo się dobrze, nawet biorąc pod uwagę, że trwał komunizm. Mówimy o momencie odwilży kulturowej, ale też większego niż wcześniej transferu kulturowego z Zachodu. Ci Polacy, którzy w tamtym czasie wyjeżdżali i osiągali sukcesy poza granicami Polski, potem przywozili zachodnie wzorce kulturowe. I to pokolenie lepiej pamięta właśnie takie rzeczy niż traumę komunizmu.

J.M.: Za to z traumą wojny i komuny musieli sobie radzić nasi dziadkowie i rodzice. W dzieciństwie karmili nas historiami o dramatycznych czasach.

K.B.: Rodzinne opowieści o wojennych dramatach mają swoją wartość tera- peutyczną. Jeżeli można było o tym rozmawiać, to znaczy, że proces prze- pracowywania działał. Realne traumatyczne doświadczenia zamieniały się w mit, który nie był obciążający na poziomie indywidualnym. Dla pokolenia X to była wyłącznie opowieść o trudnych czasach, a nie trudne czasy. Jak dotąd, całe życie naszego pokolenia przypada na czas pokoju.

Na to wszystko, o czym mówimy, nakłada się telewizja.

Bo to też według mnie jest pokolenie telewizji, jeśli chodzi o promowanie pomysłów na zdobywanie statusu społecznego. Telewizja, która patrząc historycznie, właśnie wtedy (lata 70.-90.) rozkwitała w Polsce.

Pomimo tego, że była publiczna, pokazywała dość dużo treści zachod- nich, głównie amerykańskich. Popkultura w tamtych czasach miała całkiem wysoką jakość. Nie była taką popkulturą jak dzisiaj, taką, w której nie ma żadnej złożonej symbolizacji. Społeczeństwo nie było tak zróżnicowane, wszyscy byli podobni do siebie i właśnie w takich okolicznościach zazwyczaj popkultura jest lepsza. Tak przyjmuje się w socjologii: kiedy społeczeństwo jest bardziej równe, to ma lepszą jakościowo popkulturę.

A.G.: Nie ma „dołu”, który wytwarza swoją subkulturę, i nie ma „góry”, która wytwarza własną, wyższą kulturę. To sprawia, że kultura nie jest ze sobą samą w konflikcie i nosi znamiona dobrej jakości.

K.B.: To pokolenie, które cechował ogromny apetyt na życie. Określenie „kobiety – rakiety” nie jest przypadkowe.

J.M.: Hiperemancypantki.

A.G.: Proces emancypacji zmienia się na plus z każdym pokoleniem od ponad stu lat. Ale w przypadku kobiet z pokolenia X faktyczne osiągnął swój szczyt. Są prognozy, że pozytywne zmiany na polu praw kobiet nie będą dalej aż tak dynamiczne. Można przypuszczać, że pokolenie Y, a szczególnie Z, przyniesie ponownie zwrot ku patriarchatowi. To oczywiście hipoteza, ale z twardych danych wynika, że w Polsce młodsze pokolenia są dużo bardziej prawicujące i konserwatywne.

K.B.: Z perspektywy emancypacji historia kobiecości w Polsce w ogóle się ma nieźle. Kobiety zawsze odgrywały ważną rolę na gruncie rodzinno-spo- łecznym, z racji licznych powstań i wojen, ale ich rola zbudowana była na odpowiedzialności. Na tym, że miały niezwykle dużo obowiązków. Podejmowały je, stawały się głowami rodzin, czasami nawet przejmowały funkcje mężczyzn. Tylko że to bardzo obciążające.

A.G.: I miało niewiele wspólnego z wolnością, niezależnością.

K.B.: A tym bardziej z samorealizacją.

A.G.: To, co się zmieniło w generacji X, to mentalna rewolucja kobiet. Głośno powiedziały, że już nie biorą na siebie więcej obowiązków, a dotychczaso- wymi zadaniami teraz trzeba się podzielić.

K.B.: I zaczęły coś robić dla siebie.

A.G.: To jest pierwsze pokolenie kobiet, które powiedziało: „Dzieci to my mamy oboje, a nie tylko ja mam je wychowywać”; „Dom należy do nas obojga i oboje musimy o niego dbać”. W konsekwencji to jest też pierwsze pokolenie mężczyzn, które musiało zredefiniować swoją męskość na potrzeby wyzwań, które postawiły mężczyznom kobiety.

K.B.: Można powiedzieć, że kobiety sobie z tym bardzo dobrze poradziły i na tym skorzystały, a mężczyźni wręcz odwrotnie. Oni się pogubili.

J.M.: My z jednej strony chciałybyśmy mieć równouprawnienie, mężczyznę, z którym podzielimy się obowiązkami, ale z drugiej strony, w głębi duszy nasz najczulszy kobiecy pierwiastek oczekuje, że mężczyzna będzie dla nas oparciem, da nam poczucie bezpieczeństwa. Mimo wszystko pragniemy, żeby był filarem, przynajmniej na poziomie psychicznym. Tu dochodzimy do ściany, bo on właśnie ma doła albo przechodzi depresję. Na to chyba nie byłyśmy przygotowane. Na poziomie materialnym też już raczej nie będzie opoką. Często kobiety zarabiają tyle samo albo więcej, albo mają potencjał, aby zarabiać więcej. Mężczyźni nie czują się z tym komfortowo. Zresztą kobiety chyba też nie. Na co dzień nie ma tematu, ale jednak problem jest, skoro wypływa podczas kłótni, w sytuacjach kryzysowych. (…)

K.B.: Rzeczywiście mężczyźni się pogubili, a kobiety z jednej strony są wygrane, a z drugiej trudno im znaleźć partnerów, takich, jakich by chciały mieć.

Nowy podział ról lepiej działa w obszarze dzielenia opieki nad dziećmi czy podziału obowiązków domowych, ale nie działa w sytuacjach, które dotykają naszej pierwotnej natury, na przykład w łóżku. Stąd być może tak duża popularność książek i filmów takich jak Pięćdziesiąt twarzy Greya. (…)

Zmiana cywilizacyjna, która się dokonała, spowodowała że kobiety zyskały na znaczeniu, a mężczyźni stracili władzę. I nie za bardzo wiedzą, co teraz zrobić. Czują się niepewni, zagubieni. Zostali „przymuszeni” do tego, żeby pełnić również funkcje macierzyńskie. To z kolei uruchamia w nich kontakt z własnymi potrzebami emocjonalnymi (zależnościowymi). A to dla nich coś nowego, z jednej strony to fajne, z drugiej – stali się zależniejsi od kobiet, wrażliwsi. Poprzednie pokolenie było bardziej zdecydowane i szorstkie, mężczyźni byli twardsi.

Pytanie jest takie, czy wrażliwy mężczyzna może być atrakcyjny dla kobiety? Czasami może. Ale są pewne rzeczy, których się nie przeskoczy. Seksualność jest bardzo tradycyjna, nie przejmuje się specjalnie zmianami kulturowymi.

A.G.: A zatem kobiety też tracą na atrakcyjności wśród mężczyzn.

J.M.: Boją się nas?”

Odpowiedź, oczywiście w książce ;-))


Write a comment