Uroda

Keratyna na platynie

Właścicielki naturalnie kręconych włosów dzielą się na dwa obozy: w jednym z nich są szczęściary pogodzone z niesfornym darem natury, a nawet posiadające cenną umiejętność przekucia go w swój atut, w drugim te niezłomnie wojujące z naturą oraz nieustające w boju o gładkie p.r.o.s.t.e włosy! Ja mam pecha a także trzy prostownice, dwie szczotki prostujące i cały arsenał preparatów wspomagających mozolne prostowanie, bo jestem w tym drugim.

Nawet nie chodzi o to, żeby były idealnie proste jak z reklamy Pantene. Niech falują, układają się, lekko podkręcają, nawet już się niech gdzieniegdzie zakręci filuterny lok, elastyczny jak sprężynka, ale… niech one się nie puszą! Niech nie sterczą we wszystkie strony kiedy odklejam głowę od poduszki, niech na widok prognozy mżawki, albo na dźwięk zraszacza do kwiatów nie zwijają się chaotycznie jak pędy situ rozpierzchłego spiralnego ( owszem, istnieje roślina, która idealnie odzwierciedla stan „au naturel”,  który mam na głowie ).

Temat włosów staje się dla mnie wyjątkowo newralgiczny każdego roku, kiedy zbliżają się wakacje Za każdym razem kiedy pisałam latem w sezonowym artykule o seksownym look’u surferki , który w mig wyczaruje morska bryza, lub sprytny preparat z solą morską, serce krwawiło mi mocniej. Nie dla mnie zmysłowy nieład i posklejane pasma czesane wiatrem. Na plaży z zazdrością podglądam nie wyćwiczone pośladki, (no dobra te trochę też), ale nonszalancko spięte w koczek proste włosy i wymykające się zalotnie kosmyki. Ja moją nieokiełznaną fryzurę ujarzmiam czapką z daszkiem, lub tuzinem spinek. Nic bardziej bezwstydnego niż pokazać światu jak schną czesane wiatrem na słońcu. Zmorą wakacji jest wszechobecna wilgoć, spotęgowana do kwadratu kiedy wyjeżdżam w jakiekolwiek cieplejsze (czytaj: wilgotniejsze) rewiry. Z prostownicą w walizce czuję się idiotycznie, bez niej tragicznie.

I teraz wkracza ONA. Keratyna. 

Pierwszy raz na zabieg z jej zastosowaniem umówiłam się kilka lat temu. Do fryzjera szłam z lękiem, bo robiąc wcześniej dogłębny research przestraszyłam się opinii, że keratynowe prostowanie to chemiczna zbrodnia na włosach: „Taka trwała, tylko odwrotnie.” Faktycznie podczas zabiegu oczy łzawiły mi okrutnie a kilka dni „po”  dostałam alergicznej pokrzywki na szyi i dekolcie. Mimo wszystko uznałam, że efekt wart był łez i każdej czerwonej plamki, bo te kilka lat temu jeszcze błędnie stawiałam na efekt ponad zdrowie. Dziś wiem, że za moje łzy i wykwity na skórze odpowiedzialny był formaldehyd- substancja oficjalnie uznana za toksyczną i rakotwórczą, a niestety stosowana w niektórych preparatach z keratyną, zwłaszcza tych starszej generacji. Na całe szczęście, nie tylko I phone 4 odszedł do lamusa, ale postęp technologiczny nie ominął też branży kosmetycznej i każda ”nowa” keratyna jest ulepszoną wersją poprzedniej. A przede wszystkim wolną od formaldehydu.

Przed wakacjami Anno Domini 2019 wybrałam True Keratin w salonie Frizz Me. Zanim opiszę efekt, czas na dementi: 

Nie jest prawdę, że o zabiegu z użyciem keratyny muszą zapomnieć platynowe blondynki, bo ich wytrawione dekoloryzacją i przesuszone włosy nie wytrzymają zabiegu i istnieje ryzyko, że rozciągną się jak guma do żucia. Nie jest to prawdą- pod warunkiem, że będzie to keratyna, jaką zaproponowano mi w salonie Frizz Me. Keratyna, której formuła została opracowana specjalnie dla silnie rozjaśnianych blond włosów. True Keratin Kuracja Czekoladowa to łagodna opcja keratyny, która odbudowuje włosy nawet wtedy, gdy są platynowe, kruche i łamliwe.

Czekoladowa wersja True Keratin jest stworzona z myślą o najwrażliwszych i silnie przesuszonych włosach.

Tak naprawdę chodzi o ultranawilżenie i uzupełnienie naturalnego budulca włosów jakim jest właśnie keratyna, prostsze włosy to w rzeczywistości bardzo miły efekt uboczny. 

No właśnie- prostsze, a nie proste. Bo mylący może być efekt tuż po zabiegu, kiedy wielokrotnie przeprasowane  prostownicą włosy rzeczywiście wyglądają jak spod linijki. Czego możesz się spodziewać kiedy po 48 godzinach umyjesz je i wysuszysz „po swojemu” ? Nadal pozostaną podatne na skręt, ale jednak inaczej- bo zakręcać już będą się z klasą a nie “jakby piorun dupnął w rabarbar” ( uwielbiam to oldschoolowe określenie!). Przestaniesz walczyć ze szczotką podczas modelowania włosów, bo poczujesz, że wchodzi w nie jak w masło. W dotyku staną się gładsze i zaczną sprawiać wrażenie cięższych. Prostownica na jakiś czas odpocznie, a ty nie będziesz musiała upychać jej mini wersji do wakacyjnej walizki. Przyda ci się ewentualnie od czasu do czasu tylko jeśli będziesz mieć kaprys, żeby wyciągnąć nią tylko końcówki dla mega gładkiego  efektu

No to teraz przejdźmy przez to krok po kroku:

Na początek dwukrotne mycie włosów szamponem oczyszczającym, za każdym razem z aktywną pianą trzeba posiedzieć kilkanaście minut.


Na wyczyszczone włosy fryzjer nakłada keratynową kurację o konsystencji gęstej maski.

Po wysuszeniu suszarką (spróbuj dokonać tego kiedy masz na włosach tonę niespłukanej maski- to trwa wieki!), pora na prasowanie prostownicą. Każde pasmo zostaję nią przeciągnięte osiem razy.


Z takim efektem i przykazaniem, żeby włosów nie myć i nie moczyć przez 48 godzin wyjdziesz z salonu. Ale nie przyzwyczajaj się, bo…
Kiedy umyjesz włosy i wysuszysz lekko modelując na szczotkę ( naprawdę wystarczy kilka pociągnięć) będzie tak.

A tak po 3 myciach w przeciągu dziesięciu kolejnych dni.

Ale pamiętając, że bez keratyny jest tak, to teraz jest naprawdę spoko 😉

Write a comment